Podsumowanie kalendarza adwentowego LESS WASTE

środa, 8 stycznia 2020


Witajcie 😚
Tak jak obiecałam przychodzę do Was po świętach z podsumowaniem kalendarza adwentowego LESS WASTE, który wspólnie otwierałyśmy, odliczając dni do świąt. Jeśli więc jesteście ciekawe, jak finalnie oceniam ten kalendarz, to zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią tego wpisu. 😊

Informacje ogólne:
Kalendarz został zaprojektowany na 24 dni i kosztował 300zł, można go było kupić w sklepie Nieszablonowa Fuksja. Planowo miał zawierać co najmniej 13 pełnowymiarowych produktów zachowanych w duchu idei less waste (o tym, co to za idea przeczytacie tutaj) z zakresu kosmetyków i akcesoriów.
Przejdźmy zatem do prezentacji zawartości kalendarza. Zaczniemy najpierw od kosmetyków, ponieważ ich było najwięcej. Później natomiast pokaże Wam akcesoria. No to co startujemy!


  KOSMETYKI

Pierwszym produktem, jaki znalazł się w kalendarzu, była rumiankowa esencja micelarna marki Polny Warkocz. Jest to oczywiście produkt pełnowymiarowy i kosztuje około 12zł. 
Jak wiecie, znam już tę esencję, pojawiła się nawet jej recenzja na blogu. Niestety nadal nie jest to produkt dla mnie i powędrował dalej. Mimo to uważam, że ten kosmetyk stanowił dobry początek tego kalendarza.

your natural side
Następnie w kalendarzu znalazłam naturalną glinkę marki Your Natural Side. Jest to również produkt pełnowymiarowy i kosztuje około 16zł.
Markę Your Natural Side znam, bo stosuje ich hydrolaty i oleje. Fajnie więc, że będę mogła spróbować także ich glinki. Tym bardziej że nie mam za dużego doświadczenia, jeżeli chodzi o ten typ produktów, więc to dla mnie nowość i wyzwanie. Zobaczymy, czy się polubimy.

cashee
Kolejną marką była marka Cashee, której nie znałam, więc cieszę się, że mogłam to zmienić. Z asortymentu tej marki w kalendarzu znalazły się dwa pudry do kąpieli o zapachach Ylang i Róża oraz Trawa cytrynowa i Wanilia, oraz olejek różany. Pudry są produktami pełnowymiarowymi i koszt jednego takiego pudru to 6,90zł. Natomiast olejek ma pojemność 10ml i kosztuje 29zł.
Miałam okazję już przetestować jeden puder, co z resztą mogłyście zobaczyć na instagramie. Uważam, że jest to fajny dodatek do kąpieli. Dobrze nawilża i natłuszcza skórę, nie trzeba po nim używać balsamu, więc dla tych z Was które nie lubią się balsamować, jest to idealny kosmetyk. Jednak trzeba uważać przy wychodzeniu, ponieważ ze względu na dużą ilość olejków w składzie, natłuszcza również wannę i łatwo o poślizgnięcie. Uważam, że jak za taką cenę warto się nimi zainteresować.
Zdążyłam również poużywać trochę olejku, jednak jeszcze za wiele nie jestem w stanie o nim powiedzieć. Mam trochę problem z pompką, ponieważ dziwnie wypluwa mi produkt. Poza tym widzę obiecane rozświetlenie. Wiem też, że są różne warianty tego olejku. W kalendarzu trafiła się ta najmniejsza pojemność, ale to dobrze, ponieważ ja nie przepadam za olejowymi formułami na twarzy, a taką pojemność na pewno zużyje.
Te kilka kosmetyków zachęciło mnie do dalszego poznawania marki i na pewno skuszę się na coś jeszcze z jej asortymentu.

e-fiore
Nadeszła pora na markę E-FIORE, która stanowi prym w tym kalendarzu, ponieważ jak widzicie mamy tutaj aż pięć kosmetyków tej marki, czyli trzy hydrolaty: z kwiatów neroli, lawendowy i z róży damasceńskiej; oraz kwas hialuronowy i olej rycynowy. Wszystkie te kosmetyki to oczywiście pełnowymiarowe produkty i kosztują 16zł, 13,50zł, 23zł, 18,50zł i 25zł.
Wcześniej nie znałam tej marki, więc ponownie mam możliwość poznania czegoś nowego. Obecnie jestem w trakcie używania kwasu i jedyne zastrzeżenie, jakie mam do tego produktu, to obecność Phenoexythenol-u w składzie. Hydrolatów jeszcze nie używałam, ale jeden jest już w użyciu u mojego lubego i wiem, że jak na razie jest zadowolony. Jego dotychczasowe spostrzeżenia to, to, że pompka działa bez zarzutu, rozpyla fajną mgiełkę i ma przyjemny zapach (używa tego z kwiatów neroli). Ogólnie oceniam obecność tych kosmetyków na plus. Hydrolaty na pewno zużyje, bo to podstawa mojej pielęgnacji, kwas już jest w użyciu, jedynie olej nie wiem, czy wykorzystam, bo jak już wspominałam, raczej nie przepadam za taką formułą, ale zobaczymy.

Następny produkt, który pojawił się w kalendarzu, to tym razem próbka serum olejowego Young Cacay marki Creamy. Tę markę obserwuje już od dawna i bardzo mnie ciekawiła, dlatego cieszę się, że coś z jej asortymentu pojawiło się w kalendarzu. Szkoda, że to akurat serum, bo znowu się powtórzę, ale ja za taką formułą nie przepadam, dlatego fajnie, że jest to próbka, przynajmniej wykorzystam i się nie zmarnuje. Do próbki był dołączony również rabat, z którego niestety nie byłam w stanie skorzystać, ale fajnie, że była opcja poznania marki bardziej i kupienia czegoś taniej.

senkara
Kolejnym kosmetykiem, był hydrolat z kwiatu lotosu marki Senkara. Mamy tutaj pełnowymiarowy produkt, którego koszt to 35zł. Markę Senkara także obserwuje od dawna i nie ukrywam, że właśnie ten hydrolat z jej asortymentu ciekawił mnie najbardziej, dlatego też bardzo ucieszyła mnie jego obecność w kalendarzu. Na tę chwilę mogę powiedzieć tylko tyle, że go używam i że na pewno pojawi się jego recenzja na blogu. Jestem zachęcona do tego, by dalej poznawać tę markę. I jest to jeden z hitów tego kalendarza.

iossi
Będę już nudna, ale tak następną marką, jaką znalazłam w kalendarzu, była marka IOSSI, którą oczywiście też od dawna obserwuje, ale jeszcze nic nie miałam. A dzięki kalendarzowi, mogę to zmienić, bo w kalendarzu znalazły się próbki i krem nawilżający NAFFI o mniejszej pojemności 15ml za 40zł. Bardzo się cieszę z obecności kremiku, trochę mniej natomiast z próbek, co jest oczywiste. Uważam, że kremik jest także mocnym punktem tego kalendarza.

o!Figa
I znowu ogromne zaskoczenie i marka, którą bardzo chciałam poznać, czyli marka O!Figa ze swoją nowością, czyli hydrolatem z wiązówki błotnej. Bardzo się cieszę, że wreszcie będę mogła przetestować ich produkt na sobie, a jeszcze z tak oryginalnym składnikiem, jak wiązówka błotna, to już w ogóle ekstra. Mamy tutaj oczywiście pełnowymiarowy produkt, który kosztuje 27,90zł.

Kolejnym i zarazem ostatnim kosmetykiem w kalendarzu, była oliwa magnezowa marki Laboratorium Cosmeceuticum, jest to oczywiście produkt pełnowymiarowy i kosztuje 9,99zł. Myślę, że nie zdziwi Was fakt, że „miałam ją już na oku". A co to takiego? Jest to w pełni naturalny i bezpieczny dezodorant na bazie chlorku magnezu. Jeszcze nie próbowałam, ale już nie mogę się doczekać testów.


AKCESORIA

Przejdźmy teraz do omówienia akcesoriów, jakie pojawiły się w kalendarzu. 

Pierwszym produktem w tej kategorii, który od razu okazał się hitem, jest zestaw metalowych słomek z czyścikiem za około 15zł. Do tej pory nie używałam słomek i sama raczej bym ich sobie nie kupiła, ale cieszę się, że znalazłam je w kalendarzu, to zawsze nowy gadżet do wypróbowania. Na pewno się nie zmarnują, bo do letnich soków, czy koktajli będą w sam raz. 

Kolejnymi produktami były szklane pojemniki, które uważam za najsłabsze produkty tego kalendarza. Mnie się raczej nie przydadzą, bo nie tworze własnych kosmetyków, ani nie wyjeżdżam zbyt często, więc pewnie pójdą w świat, akurat w tym przypadku jestem zawiedziona. 

Następnym produktem była naturalna gąbka, która może służyć do mycia twarzy, czy zmywania maseczek. I tutaj jestem zadowolona, bo z chęcią wypróbuje, czy taki sposób mycia przypadnie mi do gustu. 

Kolejną miłą i smaczną niespodzianką była herbatka. 😊 Co tu dużo pisać, z przyjemnością ją sobie piłam. 

Ostatnim produktem w tej kategorii była szklana szpatułka, która może posłużyć np. do mieszania maseczek i tak też ją wykorzystuje, co świadczy o tym, że jest to przydatny gadżet, z którego jestem zadowolona. Koszt około 2zł.


PODSUMOWANIE

Podsumowując cały kalendarz, naliczyłam aż 17 pełnowymiarowych produktów, a to zacny wynik. Wartość, jaką udało mi się oszacować, to ponad 300zł, więc koszt się zwrócił. Jeżeli chodzi o sprawy techniczne, to nie podobała mi się forma tego kalendarza, czyli że produkty znajdowały się w papierowych torebkach. Liczyłam na kartonowy kalendarz z pudełkami, który będę mogła wykorzystać na następny rok, nie było jednak takiej opcji i generowało to dodatkowe śmieci. Co do zawartości, to jak na mój gust trochę za dużo było hydrolatów, które oczywiście zużyje i się nie zmarnują, ale lepiej według mnie byłoby zamiast pięciu hydrolatów, dać np. trzy a reszta, żeby to były produkty z innej kategorii np. wacik kosmetyczny, na którego obecność mocno liczyłam, zważając na to, że w kalendarzu znalazł się również płyn micelarny. Największymi hitami kalendarza są dla mnie hydrolaty z Senkary i O!Figa, krem nawilżający z Iossi, oliwa magnezowa i słomki. Najgorzej wypadły szklane buteleczki i próbki z Iossi. Czy w ocenie końcowej jestem zadowolona? Tak, to była fajna zabawa otwierać zawartość razem z Wami i na pewno powtórzymy to za rok. 😊

Napiszcie, czy Wy również otwierałyście w tym roku jakiś kalendarz? Jeśli tak to, jaki i czy byłyście z niego zadowolone? A może uważacie, że to strata kasy? Czekam na Wasze opinie. 😊

Pozdrawiam,
Patrycja

Wpisy, które mogą Cię zainteresować

0 komentarzy