Dorosłość

czwartek, 17 sierpnia 2017

Czas

Witajcie :)
Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie odwiedziny w miejscu, w którym spędziłam znaczną część swojego dzieciństwa i czasów nastoletnich. Jak dobrze wiecie, jestem osobą niepełnosprawną. Walkę o to, aby być w takim stanie, w jakim jestem obecnie, toczyłam przede wszystkim w szpitalu Górka w Busku-Zdroju. Leczenie w tym szpitalu rozpoczęłam, mając 7 lat, a skończyłam je, mając lat 20. Przeżyłam więc tam 13 lat swojego życia.

To tam miały miejsce moje pierwsze miłości, przyjaźnie. To w tym miejscu zaznałam wiele cierpienia, które było spowodowane licznymi operacjami oraz bolesną rehabilitacją. Niemniej jednak to miejsce nie kojarzy mi się wyłącznie źle, ponieważ dzięki niemu poznałam wiele wspaniałych osób, z którymi mam kontakt do dzisiaj. Pretekstem do odwiedzenia ponownie tego miejsca, było organizowane przeze mnie i moją paczkę przyjaciół spotkanie Górkowiczów. Nie mogłam sobie odmówić odwiedzenia miejsca, które przez pewien czas było moim drugim domem. Niestety niczym już ono nie przypomina miejsca sprzed 16 lat, czy nawet sprzed 4 lat. Kiedy zaczęłam leczenie w tym miejscu, sale szpitalne były ciasne, bo w jednej sali mieściło się nawet po 10 łóżek. Była tylko jedna łazienka na cały oddział. Możecie więc sobie wyobrazić, jakie tam były kolejki do mycia. Mimo tych niedogodności cieszyłam się na kolejny wyjazd, bo właśnie te ciasne sale i  ta jedna łazienka sprawiały, że wszyscy się ze sobą poznawali i integrowali. Warunki, w jakich przyszło nam żyć, uczyły nas również tolerancji i szacunku względem drugiego człowieka.

Teraz wchodząc tymi samymi drzwiami, które na szczęście się nie zmieniły, poczułam smutek. Nic już nie przypomina tamtych czasów. Wszystko jest nowoczesne, sale są co najwyżej 4-osobowe z łazienką. Dawniej wchodząc już od progu, słychać było gwar, płacz lub śmiech dzieci. Obecnie jedyne co można usłyszeć to przerażającą ciszę. Z czterech oddziałów, które były przeznaczone dla dzieci, został tylko jeden, resztę zajmują dorośli. Mimo że jestem świadoma tego, że czas ucieka, to przykro mi, że wraz z upływem tego czasu, tak bardzo wszystko się zmienia. Rozmawiając z pielęgniarką, która za dzieciaka czuwała nad moim łóżkiem, kiedy byłam po operacji — wiem, że personelowi również brakuje tego hałasu i tych niesfornych dzieci, których trzeba było pilnować na każdym kroku. Dzięki tej rozmowie uświadomiłam sobie także, że nie tylko miejsce się zmieniło, ale ja również uległam zmianie. Jako dorosła już osoba jestem w stanie zrozumieć postępowanie personelu, które za dzieciaka uważałam często za niesprawiedliwe. To przeganianie nas wieczorową porą do łóżek, strofowanie, kiedy coś nabroiliśmy, było niczym innym, jak odpowiedzialnością i troską dorosłego człowieka względem dziecka. Nasza relacja także uległa zmianie  teraz rozmawialiśmy niemalże jak równy z równym. Zatarła się ta granica dziecko-dorosły-dziecko. Z pozoru może się to wydawać oczywiste, ale dla mnie jest to niezwykłe. 

Podsumowując te moje dzisiejsze rozważania najważniejszy wniosek, jaki należy z nich wyciągnąć, jest taki, że pomimo tego, iż czas płynie, ludzie odchodzą oraz miejsca się zmieniają. Posiadamy coś, czego nikt nie jest w stanie nam odebrać, są to wspomnienia, które należy pielęgnować i stwarzać kolejne. 

Powiedzcie czy Wy również macie takie miejsca, do których chętnie wracacie? Czekam na Wasze komentarze.

Pozdrawiam Patrycja.

Wpisy, które mogą Cię zainteresować

0 komentarzy